wtorek, 25 października 2016

MERINO WOOL

Kilka lat temu przechodziłam fazę "kupowania wszystko, bo jest w promocji".
Ok, pokusy zdarzają się nadal, ale dyscyplina i samokontrola (szczególnie portfela) pozwalają mi na trzeźwe podejście do tematu szafy, a w zasadzie jej wnętrza. Po kilku sezonach zauważam, że na prawdę zaczynam mieć w niej to, czego potrzebuję. Co więcej - wchodzę do sklepu i nie biorę naręcza "wszystkiego co ma cenę poniżej 30 zł, dlatego, że jest poniżej 30 zł". Szukam tego w czym na prawdę będę się dobrze czuła i co przede wszystkim będzie właściwe leżało. Nie inaczej było ze swetrem z dzisiejszego posta. O wełnie merino usłyszałam już dwa lata temu i nie ukrywam - nie miałam pojęcia o co chodzi.
Wełna to wełna...
No otóż nie do końca, ale tego dowiedziałam się dopiero z Google'a, jak tylko zaczęłam zgłębiać temat (jak się okazuje) sprowadzający się do hiszpańskich owiec rasy Merynos, hodowanych w Australii i Nowej Zelandii. Z nich właśnie - jak sama nazwa wskazuje - pozyskuje się wełnę merino. Obecnie jest jedną z najbardziej cenionych odmian wełny na świecie. Jej cienkie włókna pozwalają na szerokie zastosowanie w przemyśle odzieżowym, w tym również tej rodzaju outdoor. Od tradycyjnej wełny różni ją to (bez wchodzenia w szczegóły), że po prostu nie drapie i jest przyjemna dla skóry. Znacie to uczucie swędzenia na ciele po dwóch godzinach noszenia swetra "100% wełna"? Jeszcze z golfem...? Czerwone plamy na szyi i dekolcie murowane. Tak więc merino okazało się całkiem przyjemną alternatywą, przy tym na prawdę dobrze wyglądającą, a jeszcze lepiej układającą się na ciele. 




jeansy - Pepe Jeans
płaszcz, torebka | coat, bag - Zara
sweter | sweater - H&M
botki | booties - Wojas
okulary | glasses - Miu Miu
apaszka | scraf - po babci |from my grandmother 

środa, 28 września 2016

FALL WEDDING

Zgodzicie się ze mną, że wesele to wyjątkowa okazja - także dla zaproszonych gości. Z szacunku dla młodej pary i faktu, że będą z nami dzielić ten dzień, powinniśmy dołożyć możliwie wiele w swój wygląd... Codzienne dylematy "nie mam się w co ubrać" to nic w porównaniu z tym, co przeżywamy przed takim wyjściem. I ten "dreszczyk emocji", czy przypadkiem kuzynka wujka ojca młodego nie będzie w takiej samej sukience...
Osobiści, na co dzień, wybieram stroje praktyczne i wygodne. Błogosławieństwem są spodnie, płaskie buty i duża torebka, do której zmieszczę całe swoje życie. Wszystko to (o zgrozo! nawet płaskie buty) idzie w odstawkę na wesele. Szpilki, kopertówka i sukienka to po prostu - must have. Problemem jest jeszcze tylko jej kolor, długość i fason: nie biała, nie czarna, nie za krótka, nie za długa, nie z dużym rozporkiem lub dekoltem... 
I najtrudniejsze pytanie - jaka będzie pogada? O tej porze roku przygotujmy się na to, że do sukienki niezbędne będzie okrycie wierzchnie. Co gorsza -  również rajstopy... Ich szczerze nie znoszę... Ale jeszcze bardziej tego, jak się w nich wygląda na zdjęciach... Srebrzysta poświata w wyniku odbicia flesza od lycry, wygląda jak droga mleczna na środku pustyni... Pustyni w odcieniu Golden, Bronzo czy Lyon. Uniknijmy takiej wpadki i pozbądźmy się rajstop najszybciej jak to możliwe. Toaleta na weselnej sali wydaje się być właściwym miejscem. 

Po tak stoczonej batalii o idealny wygląd, pozostaje nam już się tylko świetnie bawić... W dziesięciocentymetrowych szpilkach, opinającym gorsecie, wbijających się wyszczuplających majtkach i uwierającym od wsuwek koku (ale to już temat na odrębny post)... 
No to have fun ;)



sukienka | dress - Lou
szpilki | high heels - Prima Moda
trench - Zara


1. kolczyki | earrings - Swarovski; 2. perfumy | perfume - Paco Rabanne Olympea; 3. szpilki | high heels - Prima Moda; kopertówka | evening bag - Parfois; 5. lakier do paznokci | nail polish - Essie